Kambodża – Siem Reap

Po ok 14 godzinnej podróży dotarliśmy do Siem Rep. Mieliśmy z góry upatrzony guest house, który polecił nam kolega i też tam się udaliśmy, po zameldowaniu udaliśmy się coś zjeść i spać.

Następnego ranka, po pysznej kawie i śniadaniu, wypożyczyliśmy rowery i udaliśmy się na przejażdżkę po okolicy.

Dotarliśmy do stadniny koni, co było dla mnie nie lada przeżyciem, ponieważ nigdy nie karmiłam, konia. To było super jak klacz którą karmiłam, jadła z otwartej ręki i tak super śmiesznie mnie skubała. Mega fajoskie uczucie 🙂

Po spędzeniu czasu w stajni udaliśmy się dalej, przez łąki i pola. Dotarliśmy do miejsca Heary  Kryszna, którzy śpiewali i radowali się, rozrzucają karty dookoła (do dziś nie wiem czemu, i nikt nie umiał mi tego wytłumaczyć.

Zrobiliśmy się głodni i ruszyliśmy w stronę jedzenia, ale Szef po drodze zesłał nam ludzi, którzy wyławiali kwiaty lotosu z jeziora i poczęstowali nas ta przekąską. Mega śmiesznie to wygląda, trochę jak prysznic, a malutkie bialutkie owocki w środku mają smak jak słodziutki słonecznik 🙂 Posiedzieliśmy troszkę nad brzegiem jeziora i ruszyliśmy dalej.

Wiecie co jest nie zwykłe, jak zbacza się ze szlaków turystycznych? To jak reagują ludzie, szczególnie dzieci na Ciebie, z jaką radością krzyczą ile sił w ich płucach: „Hellou”, „How are You?”, „What youre name?” 🙂 to jest bardzo energetyczny moment, to tak jakby ktoś podłączył się do kontaktu i zasilił w 220 volt 🙂

Kolejne miejsce w które dotarliśmy to guest house prowadzony przez Rogera i jego żonę. Roger jest belgiem, ma żonę khmerkę i śliczną bardzo kontaktową córeczkę. Otworzyli fundację, która zajmuje się nauka angielskiego dzieci, prowadzą hotel i restaurację. Kuchnie maja pysznie pyszną 🙂 Gdy tam dotarliśmy nie było ich, ale była ich koleżanka Maria, która jest jednym z nauczycieli angielskiego.

Maria podróżuje od 3 lat, była miedzy innymi na Fidżi, gdzie doświadczyła bardzo tamtejszej kultury. Otóż tam nie możesz, tak po prostu pozostać z mężczyzną sam na sam, ie możesz iść z kolega na spacer, ponieważ dla nich jak mężczyzna z kobietą zostają sami to oznacza że są para 🙂 I przez to wpakowała się w przedziwna i nie zręczną dla niej sytuację. Także mieszkała u rodziny, gdzie przyjęte jest to że jak jedziesz na zakupy i np. kupujesz sobie coś do ubrania to każdemu z członków rodziny musisz coś kupić. Opowiadała, że bardzo boleśnie odbiło się to na jej finansach, a mezalians w który się wplątała na jej psychice. Gdyby nie pomoc zaprzyjaźnionego znajomego z konsulem, miałaby bardzo duże problemy by opuścić Fidżi. Właśnie zaczęła pisać książkę, a temat tych wydarzeń.

Po jakiejś godzinie wrócił Roger i jego żona i mogli przygotować nam jedzenie. Powiem Wam, że czułam się tam tak jakbym wpadła do znajomych na Zacisze, siedzieliśmy sobie w ogródku przed domem przy stoliku z parasolem, mała dziewczynka wdrapała się na moje kolana i pokazywała swoją kolekcję naklejek, Roger opowiadał i funacji, było cudownie.

Podano nam jedzenie w domu, przy dużym długim stołem do którego usiedli wszyscy, Roger, Maria, córka Rogera (używam tego określenia bo imię uleciało mi z pamięci), a także Jim, który też jest jednym z nauczycieli angielskiego.

Spędziliśmy tam dość dużo czasu i nie wiadomo kiedy zrobiło się ok 21, a przed nami jeszcze sporo drogi powrotnej do hotelu.

Pożegnaliśmy się i ruszyliśmy w drogę. Prześmieszne podczas naszej podróży było to, że droga nie była oświetlona i czasem wpadaliśmy w dziury w drodze i były pod skoczki 🙂 hehe

To był mega cudny dzień. Czas troszkę zdjęć

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *