wyspa Palawan – Puerto Princessa

Wystartowaliśmy z Manili na Palawan lot trwał ok godziny, było dość wesoło 🙂

Na lotnisku przywitał nas tłum, szalonych łowców turystów którzy proponowali nam noclegi w atrakcyjnych cenach, specjalnie dla nas za jedyne 1500 peso 😉 Grzecznie im podziękowaliśmy i cała 7 ruszyliśmy na poszukiwanie noclegu.

Po drodze się troszkę porozdzielaliśmy ja poszłam do przodu Michał został z tyłu, grupa poznana wyrwała do przodu 🙂 I teraz będzie historyjka z cyklu pomocni i pozytywni Filipińczcy 🙂

Stoję po jednym z hoteli przy ruchliwej ulicy, obejrzałam pokój cena spoko, warunki też nie najgorsze jak na 1-2 noce całkiem ok.  Zdjęłam plecak i czekam na Michała. Na co zaczepia mnie filipińczyk w trycyklu (o tym później) i mówi:

– A ja wiem na kogo Ty czekasz? Stawiam oczy w 5 złoty i mówię tak to na kogo czekam? A on do mnie na Halinę? moje zdziwienia a zarazem niesamowita radość z tej zabawne sytuacji rosną z każdej chwili i mówię – Tak, czekam na Halinę. A skąd to wiesz?, a on do mnie: – Bo jak szliście to Ty do niego wołałaś Halina, Halina 🙂 Uśmiecham się i idę dalej w tę rozmowę, pytam czy widział by Halina tedy przechodził, a on że nie ale już jedzie sprawdzić czy idzie. Jak powiedział tak też zrobił,  odjeżdżając zapytał mnie jeszcze jak mam na imię. Wraca po chwili mówi, że Halina idzie już i że chciał go podwieźć za darmo, ale on powiedział, że się przejdzie. I faktycznie za chwilę pojawia się Halina, któremu opowiadam tę sytuację i rozbawieni maszerujemy dalej w poszukiwaniu noclegu 🙂

Godzina jest już ok 19, więc jest ciemno dziarsko idziemy przez Puerto Princessa, troszkę zagubieni z oczyma  około głowy gdzie jest hotel, wyglądamy tak jak wygląda człowiek obwieszony dwoma plecakami z przodu i z tyłu, trochę zmęczeni i utytłani, nagle zaczepia nas młody chłopak ok 17-18 lat i pyta czy nie jesteśmy głodni bo jeśli tak to on oddaje nam swoje burgery.

Postawiliśmy oczy w 5 złoty, zaskoczeni sytuacją na maksa przejechaliśmy 3 kraje i nikt na ulicy nas nie zaczepił czy oddać nam jedzenie i wtedy przypominam sobie, że jestem jak w domu, otaczają mnie chrześcijanie, którzy są ciepli, pełni radości, otwarci na drugiego człowieka, życzliwi i dzielący się tym co mają choćby to była ostatnia kromka chleba. W jednym momencie poczułam TU i TERAZ, jak od czubka głowy po małe palce u nóg przepływa przeze mnie wdzięczność za to gdzie jestem i czego doświadczam. Wznieśliśmy oboje wzrok ku górze i jak na trzy, cztery powiedzieliśmy „Dzięki Szefie!”

Podziękowaliśmy młodzieńcowi za jedzenie, bo głodni nie byliśmy lecz  zapytaliśmy o hotel, pokierował nas do miejsca w którym de facto zostaliśmy na noc.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *