Wielkanoc na Banatayan

Święta w podróży to dla mnie czas nie łatwy, każdy przeżywa to indywidualnie i dużo zależy od tego jak w Domu Rodzinnym się je obchodzi.

W moim domu to od zawsze czas bardzo ważny, to chwila w której świat się zatrzymuje, telefony są nie ważne i otrzymują status „wibracja”, telewizor dostaje Off, cały świat zewnętrzny jest nieważny, w tym momencie ważna jest tylko Rodzina, która zasiada do wspólnego stołu, z głośników sączy się muzyka, a na stole znajdują się przeróżne smakołyki które 80% robi moja Mama – która jest najlepszą kucharką na świecie. Zaczyna się wspólny czas celebracji tej chwili, rozmów i posiłku 🙂 (jak pisze o tym mam ciarki na całym ciele)

W czasie mojej podróży mam za sobą Święta Bożego Narodzenia w Kambodży, które były nie łatwym wyzwaniem dla mnie i największym kryzysem jaki przeżyłam dotychczas podczas wyjazdu. Dlatego gdy zbliżała się Wielkanoc zakomunikowałam Halince, że chce spędzić ją po Polsku i najchętniej z naszym rodakiem Grochem na Bantayanie.

Jak powiedziałam tak też uczyniłam, napisałam do Grocha na BreakDaCycle , że chcemy przyjechać na Święta do niego, odpisał że czeka na nas i żebyśmy dali znać kiedy będziemy to przyjedzie o nas do portu w Santa Fe. O samym pobycie na Bantayan innym razem.

Ekipa, która się tam spotkała stworzyła klimat bajeczny 🙂 Byli z nami Bogdan z Larni z dzieckiem, Michał i Paweł z Warszawy, Ja i Halinka i Groch z Den Den i dzieciakami.

W sobotni wieczór gotowaliśmy wszyscy wspólnie polskie rarytasy jak żurek, sałatka jarzynowa, jajeczka ze szczypiorkiem i majonezem i zupa grzybowa 🙂 Atmosfera tego wieczoru na długo zostanie w mojej pamięci i choć prąd padał co chwilę nie przeszkadzało nam to w niczym, by dobrze się bawić i uwijać jak w najlepszej restauracji, biegające i śmiejące się dzieci dodawały temu wszystkiemu magii i naprawdę przez chwilę zapomniałam, że jestem na Filipinach, jakbym była gdzieś na działce pod Radomiem 🙂 A fruwający z bananem na ustach Groch po domu, sprawiał że czułam, że jestem tu gdzie powinnam być 🙂

O to kilka fotek z przygotowań:

W niedzielę wstaliśmy 6:30, by o 7:00 usiąść do stołu. Było to podyktowane tym miedzy innymi iż Bogdan, tego dnia wyjeżdżał na inną wyspę, choć koniec końców okazało się że i tak pozostał dzień dłużej, bo nie było już miejsca na promie 😉

Podzieliliśmy się jajeczkiem i zasiedliśmy do śniadaniowania w cudnej ekipie z rodzinną atmosferą 🙂 Ten dzień na bardzo długo pozostanie w mojej pamięci jako niezwykły.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *