Siargao – w świecie szalonego Jacka!

W czasie wakacji na Sirgao, wypożyczyliśmy motor, jest to podstawowy sposób przemieszczania się, po azjatyckich zakątkach, które chcemy zobacz, poznać bliżej i troszkę się dowiedzieć od mieszkańców o ciekawych historiach, legendach i lokalnych zwyczajach.

Zatem spakowaliśmy kilka niezbędnych rzeczy w plecak, takich jak kurtka przeciwdeszczowa, chustka na głowę, woda do picia, no papier toaletowy 😉 i ruszyliśmy w nieznane z mapą którą otrzymaliśmy na lotnisku. Głownie jechaliśmy w poszukiwaniu bazy nurkowej, bo ja bardzo chciałam zanurkować na Siargao. Jechaliśmy tak trochę jak droga prowadzi z orientacyjnie obranym celem Pilar – to miejsce gdzie podobno jest baza nurkowa 🙂

Jedziemy, Jedziemy, Jedziemy … nic się nie dzieje, widoki malownicze, droga trochę pusta, Halinka zatrzymuje motor i mówi „Masz rękawiczki” Mam, no jak mam nie mieć :), „To zakładaj i przesiadaj się. Tu jest gaz, tu hamulec, tu zmieniasz biegi. Jedziemy”. Poczułam to bardzo dobrze mi znane uczucie, wystraszonego, lecz lekko podekscytowanego motyla umiejscowionego w brzuchu, lekkie drżenie rąk, ale przesiadłam się … na początek było ułatwienie, motor był już opalony, nie trzeba było kopać 😉 ruszyłam i powiem Wam że bardzooo mi się to podobało, świat z perspektywy prowadzącego motor jest zupełnie inny 🙂 I w ten sposób posiadłam nowa zajawkę jaką jest chęć nabycie umiejętności jazdy motorem, będę Rajdowym Dudusiem 🙂 hehe

Wracając do poszukiwań bazy nurkowej, dojechaliśmy do Pilar, przejechaliśmy, wyjechaliśmy i bazy jak nie było tak nie ma … a najbliższa baza jak się dowiedzieliśmy jest w GL   hmm kurza mania no jak to! Ale na wyjeździe z Pilar był jakiś bar, restauracja, trudno stwierdzić co to było na pierwszy rzut oka, ale było tak gorąco, że postanowiliśmy się tam zatrzymać i napić piwka nad oceanem.

Podeszłam do furtki a w wejściu, pojawiła się „biała twarz” ;), mężczyzna myślę, że w wieku moich rodziców, imieniem Robert ze Szwajcarii, który dysponował zimnym piwem i  był skory do rozmowy. Okazało się, ża 3 lata temu wymyślił sobie projekt dużej restauracji, która będzie miejscem praktyk dla młodych kelnerów, kelnerek, kucharzy itd., niestety problemy zdrowotne nie pozwoliły mu na dalsze realizowanie projektu i szuka teraz kupca tego miejsca, położonego nad samym oceanem.

Po chwili rozmowy z nim wzięliśmy piwko i poszliśmy brzegiem na spacer. To kilka zdjęć z tego miejsca oraz z drogi.

Zregenerowani, ruszyliśmy dalej prosto przed siebie, jechaliśmy przez górki, dołki, szutry, asfalty i wyjechaliśmy gdzieś gdzie ludzi zapytali nas czy jedziemy do Pacyfiko, może być i Pacyfiko, a co nam tam 🙂 Ruszyliśmy … na mapie zobaczyliśmy znaczek o nazwie JAFF – ok tam chcemy jechać, może będzie można tam coś zjeść bo głodomorki zaczęły nam się aktywować.

Mieliśmy jeszcze jeden mały przystanek, po drodze w bardzo dziwnym miejscu, które oferowało pokoje do wynajęcia, ale energia tego miejsca była taka jak z filmu grozy, jakby kogoś tam kiedyś zaciukali … więc wypieram to ze świadomości.

Zapytaliśmy jak dojechać do Jaffa, okazało się że to niedaleko, więc ruszyliśmy. Podjeżdżamy a tam hmm współczesny zamek jak w mordę strzelił – Czarek specjalna dedykacja dla Ciebie :).

Wchodzimy do środka, a tam kalejdoskop różnych, różności … wymieniamy spojrzenia .. Halina mówi to ja idę o „szeroki kąt” bo tego inaczej się nie da ogarnąć 🙂 Ja zostaję w środku i zaczynam pstrykać, te miliardy pierdułek, które dyndają z sufitu .. tam jest wszystko czaszka małpy, globus, szklanki od piwa, podkładki do piwa, tablice rejestracyjne i ….. tego się nie da wymienić, a do tego kolorowe szybki w oknach sprawiają, że czujesz się jak w środku kalejdoskopu, jak w wesołym miasteczku … roznosi mnie radość z każdej kolejnej dostrzeżonej rzeczy … Hala, patrz to!, O i to!, A to widziałeś!

I nagle pojawia się ON, nie wysoki, opalony, siwy Pan z brzuszkiem i zaczyna mówić, „Przepraszam, że Was nie zauważyłem, nazywam się Jack i to jest mój hotel”. Zaczynam z nim rozmawiać, pytać o to miejsce, o jego życie. Mówi, że jest z Nowego Jorku, mieszka tu już 30 lat, że ma żonę filipinkę, że był nauczycielem geografii …. opowiada chętnie o sobie, o Siargao, o tym miejscu.

Zaczynamy go podkręcać pytaniami, a sama z każdym krokiem po tym miejscu chce zobaczyć więcej i więcej .. pytam czy może nas oprowadzić po hotelu i wtedy pojawia się ta iskierka w jego oku i radość, staje się coś magicznego, jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki, znajduje się w zupełnie innym świecie, w zupełnie innej energii, Jack w jednej chwili zmienia się w mistrza ceremonii, w Pana Kustosza, w Czarnoksiężnika z krainy Jaaf, a ja w mała dziewczynkę jak Alicja w Krainie czarów albo Mary z Tajemniczego Ogrodu.

Wchodzimy po kręconych schodach, których klatka jest wypełniona kolorowymi okienkami, a Jack opowiada o każdym detalu, który jest na klatce, ja robię zdjęcia, a on opowiada, żartuje, wprowadza nutki dramaturgii, pozostawia niedopowiedzenia, buduje napięcie jest niezwykły w tym co robi.

Odwiedzamy jeden pokój, i kolejny i zakamarki korytarzy, dochodzimy do balkonu i widzę mały budyneczek, który ma napis „Hotel California” i szaleństwo, chce już być na dole i zobaczyć co jest tam ukryte w tych zakamarkach, Jack opowiada jeszcze o rzeczach, które są już na górze, ale mała Martusia we mnie już stoi i przebiera nóżkami zniecierpliwiona, już, już, już chodźmy na dół, proszę, proszę …

Schodzimy na dół, i idziemy alejką betonowych płytek, które w środku mają 1 kolorowy obrazek, są krówki, gąski, dziewczynka z parasolem, jest cudownie, mijamy drewniany znak z napisem „Hotel California”, aaa podniecenie sięga zenitu, wchodzimy do środka. Wnętrze jest wypełnione takim specyficznym zapachem motelu, nigdy nie byłam w amerykańskim motelu takim z filmów sensacyjnych, gdzie poszukiwani listem gończym bohaterowi się ukrywają, ale tak mi się kojarzy.

Jest extra, zwiedzamy kolejne pokoje, ja pytam i pytam, a Jack opowiada, że ten hotelik powstał na cześć jego przyjaciółki z Californi, która zginęła w wypadku samochodowym i dalej o wszystkich detalach, które wiszą na ścianie, o gościach, o tym, że wspierał więźniów, którzy w ramach resocjalizacji wykonywali łabędzie z papieru, i kupił kilkanaście i umieścił jako wyposażenie pokoju, że nie miał pomysłu na plakaty na jedną ze ścian i umieścił tam dwa worki plastikowe od ryżu (takie jak w Polsce na nawozy czy coś), w końcu jesteśmy na filipinach, a tu ryż to podstawa żywieniowa każdego mieszkańca 🙂 🙂 🙂

Wychodzimy z hotelu California idziemy dalej, Jack pokazuje kolejne bungalowy i opowiada, a ja widzę zachodzące słońce nad oceanem i zostawiam chłopaków i maszeruje sobie w kierunku plaży, potrzebuje chwilę pobyć sama ze sobą. Czuję, jak rozpiera mnie pozytywna energia, jak raduje mnie każda opowieść Jacka, nie wiem czemu, ale to miejsce jest tak niezwykłe, tak surrealistyczne, jak po drugiej stronie lustra, a jednocześnie tak kiczowate, że sprawia mi dużo frajdy.

Po dłużej chwili wracam do chłopaków, okazuje się, że nasze jedzenie jest już gotowe, więc idziemy jeść. Zapraszamy Jacka by z nami usiadł i opowiadał dalej, w między czasie, Jack upomina mnie – Marta jedzenie na stole, zrobiłaś zdjęcie 🙂 Uwielbiam Go 🙂

Jem, rozmawiamy nagle dostrzegam maski, kapelusze, okulary, no nie, nie można przejść obok tego obojętnie, w takim miejscu, ubieram się i już znajduję coś dla chłopaków, robimy zjecie (jakoś niestety jest jakości słabej, ale to nie jest ważne w tym momencie). Jack pyta czy wiemy jak wrócić, my mówi że nie, a on już maluje nam mapę, zagadkę, którą rozwiązujemy bez problemu, i na moja prośbę mapa została okraszona specjalną dedykacją.

Zrobiło się już późno i ciemno, więc przyszedł czas powrotu do hotelu, wyjeżdżałam stamtąd z bananem od ucha do ucha, podziękowałam Jackowi i obiecałam, że na pewno opiszę tę cudowną wizytę na blogu i że jeszcze tu wrócimy!

Jeśli tylko wybieracie się na filipińskie Siargao, to gorąco Was zachęcam do odwiedzin tego magicznego kalejdoskopu w którym można poczuć się jak dziecko 🙂 Ta wizyta zmieni Wasz zwykły dzień, w magiczne przedstawienie!

 

 

4 Comments on “Siargao – w świecie szalonego Jacka!”

  1. No nie Panowie, za mało k…wa, k…..wa, cytując klasyka.
    A tak serio, Pani redaktor tym tekstem zmierza w dobrym kierunku, zgodnym z celem i misją naszego pisma.
    Jednak w następnej publikacji oczekiwałbym więcej wątków o tematyce plotkarskiej z źycia gwiazd o zabarwieniu humorystycznym a suspensu teź bym nie pożałował….
    Motocyklowe zabarwienie jest mile widziane przez TRW ( tfujredaktornaczelny)….
    Jeżeli tak dalej pójdzie możliwa jest premia kwartalna….
    Pozdrowienia ze słonecznej Grenalandiii
    TRW

    1. WOOOW 🙂 Dzięki TRW.
      „Tematykla plotkarska z życia gwiazd o zabarwieniu humorystycznym” hmmm czyli mam więcej o sobie plotek, i kompromitujących historii? 😉
      Pracujemy nad jakością postów i zdjęć, a także nad zmianą komputera, bo obecny stwarza pewne ograniczenia. Pytanie czy redakcja dostarcza przesyłki na relacji Polska – Indonezja?
      Pozdrowienia z Manili
      TNRDD (TwojaNajlepszaReporterkaDD)

  2. 🙂 zamek jest. Niech będzie. Zawsze to lepiej taki niż żaden :)… i gdybym nie wiedział kim jest właściciel pomysłodawca tego „zamku” to strzelałbym w ciemno, że to Amerykanin 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *