Malezja. Przejazdem w Kuala Lumpur

W takiej podróży na krańce świata to jest tak, że niby nic mnie nie ogranicza i jestem wolna, ale jednak ktoś wymyślił coś takiego jak wizy 30, 60 i 90 dniowe, które są liczone skrupulatnie i kiedy przekroczy się jeden dzień to trzeba płacić extra 🙂 Więc my aby złapać się w nazwijmy to „okienko wizowe” wybraliśmy się między Bali a Australią do Kuala Lumpur na 4 dni.

Wystartowaliśmy z BKK popołudniu i po 3 godzinach lotu wylądowaliśmy na lotnisku KLIA2 z którego można się wydostać kolejką w 30 minut za 35 zł, albo busem za 10 zł. Na początek przygody z KL wybraliśmy opcję niskobudżetową i poznaliśmy w nim Olę – Mrówkę na gigancie, która jeździ po świecie od kilku miesięcy i obecnie stacjonuje na Bali, a w KL jest przejazdem.

Bus dostarczył nas do stacji KL Sentral, skąd wzięliśmy taxi i udaliśmy się w stronę China Town i tam zaczął się maraton w poszukiwaniu noclegu, okazało się, że są miejsca na świecie gdzie nie dopłaca się tylko za śniadanie, ale także za okno w pokoju 😉 Te poszukiwania trwały dobre 3 godziny, i już na ostatnim półmetku kiedy chcieliśmy kierować się do drogiego i pustego z pięcioma gwiazdkami hotla, pojawił się On nasz bohater miejsc super z oknem, z klima i śniadaniem za 90 RM (przelicznik 1:1 ze złotym).

Była to mała kawalerka z łóżkiem na antresoli, a na dole z sofą i telewizorem i 3 oknami, śniadaniem w cenie, które można zjeść na terasie podziwiając panoramę KL – jesteśmy najlepsi 🙂 🙂 🙂 Miejsce to nazywa się TRAVEL HUB Guest house.

Kuala Lumpur to stolica Malezji, miasto dla mnie niezwykłe i chyba najbardziej przyjazna metropolia Azjatycka w jakiej przyszło mi się dotychczas poruszać. Czułam się tak swobodnie jak w Warszawie 🙂 Przez całe miasto biegnie kilka linii naziemnego metra – kolejki, które pozwalają sprawnie i szybko przedostać się z punkty A do punktu B.

Za nim przyjechaliśmy do KL zrobiłam, szybki rekonesans tego co można zrobić w 4 dni w KL i tak trafiłam na blog Zu in Asia – blog Malezyjski, naszej rodaczki, która od kilku lat mieszka w KL, znalazłam tam masę cennych informacji i ułożyłam plan działania w którym było też spotkanie z Zu.

Z miejsce które bardzo chciałam zobaczyć na pierwszy plan wysunął się Legoland – w Europie jakoś nie miałam okazji, a tutaj jest to na wyciągnięcie ręki, moje wewnętrzne dziecko piało z radości na sama myśl o tym czego mogę tam doświadczyć i jak świetnie się bawić 🙂 lecz 4 dni to zdecydowanie niewiele czasu w zestawieniu z ilość miejsc i atrakcji jakie oferuje bogata Malezja.
Co ważne, w Malezji na dzień dobry na lotnisku otrzymuje się bezpłatnie wizę turystyczna na 90 dni, po tym czasie wystarczy opuścić kraj na 3 dni (jeden dzień wzbudza podejrzenia i może opiewać o dodatkowe pytani, więc 3 jest bezpiecznie) by ponownie otrzymać wizę na kolejne 90 dni.

Na dzień dobry zgniotły nas trochę ceny malezyjskie, tzn cena za 1 litr wody 3,3 RM czyli 3,3 Zł, to dość sporo, po realiach azjatyckich w jakich obcujemy od roku, okazało się później, że ceny są bardziej zbliżone do europejskich, szczególnie w Kula Lumpur, zapewne na prowincjach wygląda to trochę inaczej.

Malezja to kraj w którym obcują obok siebie w codzienności kultury i religie malajska, chińska i hinduska, co przekłada się na różnorodność kuchni, kolorowe stroje ludzi mijanych na mieście, modlitwy, gwar na ulicach wymieszany ze smogiem i gorącem, okraszone szczerym uśmiechem i radością w oczach … to miast mnie oczarowało … mimo iż jest olbrzymią metropolią ma w sobie coś co mnie urzeka, co sprawia że chce więcej poznawać i doświadczać.

O to odrobina tego co zobaczyliśmy w czasie tego krótkiego pobytu w KL:

  • Petronas Tower
  • Kolorowa, głośna, aromatyczna – Little India
  • Świątynia Thean Hou
  • Indyjski bufet śniadaniowy
  • Przejazd kolejka Monorail
  • Ogród Ptaków
  • Centrum handlowe z rolercosterem w środku.

 

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *