Niedzielny trip na północ od Perth – Pinnacle i Lanceline

Pewnego wieczoru podjechaliśmy spontanicznie w odwiedziny do ekipy na Simper, gdzie mieszkaliśmy na początku po przyjeździe do Australii. Poznaliśmy tego wieczoru znajomego Alicji – Pawła. Paweł przyjechał z Polski na Australijski urlop, jak mówi w poprzednim wcieleniu był Aborygenem, bo czuje z nimi niesamowitą więź i Australia to kraj, który kocha miłością bez warunkową. Ponieważ gadało nam się dość dobrze to wymieniliśmy kontakty i dwa tygodnie później ruszyliśmy na zorganizowana wycieczkę w silnej grupie pod wezwaniem Polskość w Australii ;)!

Miejscem startu był nasz dom, gdzie wszyscy przybywający zasiadali na tarasie i podziwiali panoramę Perth, Ci co przyjechali najwcześniej mieli możliwość zjeść jeszcze z nami śniadanie. Dom był pełen pozytywnych ludzi to było wspaniałe doświadczenie, zupełnie zapomniałam gdzie jestem, po drodze ktoś się spóźniał, ale to nie było ważne, bo atmosfera była super.

Grupa nasza liczyła 15 osób i rozkładała się na 4 auta. Plan wycieczki był Pinnacle, Lanceline i Yanchep Park, a oto mapa:

Zrzut ekranu 2015-03-21 o 11.59.03

Ruszyliśmy z drobny opóźnieniem, ale to było nie ważne, był cel i plan na niedziele czyli Hej Przygodo! Pierwszy przystanek na trasie stacja benzynowa i spotkane strusie Emu, radość niesamowita – zdecydowanie grupie humory dopisywały na 102 🙂

11066551_10206045128278085_610845633_o

Kolejny przystanek po ok 3 godzinach drogi to Pinnacle – cóż kryje się pod tą tajemniczą nazwą?
W dosłownym tłumaczeniu pinacle to szczyt, wieżyczka. Pinnacle Desert to pustynia, na której natura wyrzeźbiła przepiękne obrazy, różnej wielkości od dużych po malutkie, porozrzucane po całej jej powierzchni.
Jak głosi legenda Aborygenów wrogowie, którzy próbowali ich zaatakować zostali zamienieni w te kamienie. Ta wersja mnie się bardzo podoba, dodaje temu miejscu magi, tak jak lwy na Starym Mieście w Warszawie 🙂 Natomiast z naukowego punktu widzenia są to pozostałości po drzewach, które kiedyś rosły w tym miejscu i w wyniku zmieniających się warunków atmosferycznych czyli działania wiatru i wody zmieniły się w takie o to wapienne stożki.
Wjazd do parku z rzeźbami natury kosztuje 12$ za samochód, a drogi dookoła są utwardzone, więc można śmiało przejechać park podziwiając to co stworzyła natury. My tak uczyniliśmy  a o to dowody :

Po przejeździe przez park, zatrzymaliśmy się na parkingu, gdzie zastaliśmy dwa cudne kangurki 🙂

Kolejnym przystankiem naszej wycieczki było Lanceline. To mała wioska rybacka, która słynie z świetnych warunków zarówna na kitesurfing jaki windsurfing – bo  wiatr wieje tam odpowiednio, a także są piękne białe wydmy, które wyglądają jak śnieg. Zanim do nich dotarliśmy była przerwa na obiad, Ci co mieli prowiant ze sobą jedli na plaży, a Ci co nie mieli poszli do knajpki.
Po obiedzie dotarliśmy na wydmy, a tam zabawa w pełni samochody 4WD, krossówki, quady, deski snowbordowe wdrapywanie na górę i szus na dół, takie zakopane tylko, że z piasku i w 40 stopniach 😉 heh

Kolejnym miejscem na naszej trasie miał byś Yanchep Park, lecz zastał nas zachód słońca i czas był by wracać już do Perth, więc Halinka zaproponował abyśmy podjechali na lody do Mcdonalds i też tak uczyniliśmy. Na koniec dnia wymieniliśmy się serdecznościami, za wspólnie spędzony dzień, a także kontaktami i rozjechaliśmy się do domów. Następny wypad już nie długo 🙂

Paweł, na Twoje ręce kieruje serdeczne podziękowania za organizacje tego tripu, a także za możliwość poznania i spędzenia czasu z tak fajna grupą ludzi. Dziękuje i do zobaczenia na następnym tripie!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *