Bali.Kare – Karean. Rytuał braterstwa krwi.

Indonezyjska wyspa Bali, ponownie zaskakuje mnie bogactwem i wielobarwnością swojej kultury, oraz żarliwością z jaką uczestniczą we wszystkich ceremoniach jej mieszkańcy. Gdy po kilku dniach spędzonych w Denpasar, a to na poszukiwaniu sprawnego skuterach, a to na pierwszej od roku wizycie u fryzjera, czy to na plotkach u „wujka” Roberta w CasadeAngelo, dotarliśmy w rezultacie do ulubione Candidasy.
Dowiedzieliśmy się od naszego anioł stróż czyli Gosia, pod czas wieczornego piwka w New Queen, iż następnego dnia w pobliskiej wiosce odbywa się rytualna braterstwa krwi czyli walka liśćmi Pandanusa. Zbiórka o 13!

Następnego dnia uzbrojeni w aparaty popędziliśmy na naszej białej strzale, do wioski Tenganan Dauh Tukad, oddalonej ok 3 km od Candidasy, gdzie rozpoczął się właśnie USABA SAMBAH – 30 dniowy Festiwal Świątyni, a Kare-Karean czyli rytualna walka braterstwa krwi jest wydarzeniem rozpoczynającym ten festiwal.

DSC_0359

Na wjeździe do wioski elegancko przygotowane parkingi, chcemy wjechać dalej, ale słyszymy iż dla turystów parking kończy się tutaj, dalej jest tylko dla lokalnych a my mamy udać się pieszo ten kawałek. Przyjmujemy informacje i postępujemy bez dyskusji według wskazówek. Na wejściu opłata „co łaska” na fundusz mieszkańców, płaci się około 6000-7000 IRD czyli ok0,5$, za osobę, a w zamian otrzymuje się program tego wydarzenia wraz z opisem i bezmiar wrażeń!

Wchodzi do wioski idziemy uliczkami pięknie przybranymi lokalnymi ozdobami z roślin, pełno odświętnie ubranych indonezyjczyków, gwary i jazgot, okrzyki mieszają się z muzyką a w powietrzu unosi się goździkowych zapach od lokalnych papierosów.

Stajemy na początek z daleka, obserwujemy sytuacje z góry, strzelamy kilka zdjęć poglądowych i schodzimy w dół, tam gdzie rozstawiony w centrum uwagi ring, a na nim młodzi i starsi gotowi do walki mężczyźni. Dookoła podziwiają ich biali turyści tacy jak my, Indonezyjczycy z sąsiednich wiosek oraz pięknie ubrane w lokalne stroje dziewczyny i kobiety z wioski.

Walka Kare-Karean, jak pisałam wcześniej odbywa się z udziałem ściętych liści Pandanusa (szukałam polskiego odpowiednika tej nazwy, ale nie znalazłam) są to długie zielone liście, które zakończone są ostrymi kolcami. Takie liście pocięte są na krótsze i złożone w pęczki, w takie ala maczugi. Te pęczki przygotowane są rano przed walką przed lokalny klub młodych chłopców.

W walce może wziąć udział chłopiec z chłopcem lub żonaty mężczyzna z żonatym mężczyzną, są na boso i maja odsłonięte torsy. Ubrani jedynie w sorongi czyli lokalne długie płótna którymi są owinięci od pasa w dół, czasem w ręku trzymają tarczę upleciona z liści palmowych lub bananowca, czasem tylko pęk liści pandanusa. Walkę nadzorują sędziowie i przerywają ją w monecie kiedy poleje się krew, tak czytam w informatorze, ale w rzeczywistości jest różnie. Jedni wchodzą na ring pełni radości i bawią się tym wydarzeniem dając szoł zebranej do koła widowni a po zakończonej walce dziękują sobie, zaś inni wchodzą pełni złości i buzującego testosterony wrogo do siebie nastawieni, jakby mieli walczyć na śmierć i życie. Po skończonej walce rany powstałe w wyniku okładania i tarcia się pęczkami liści, na zranioną skórę nakładana jest specjalnie przygotowana mikstura ziół na bazie kurkumy i galangalu.

Zobaczcie zdjęcia z tego wydarzenia.

Po walka udaliśmy się na spacer po wiosce, a tam czekała na nas niespodzianka drewniana karuzela. Z podziwem patrzyłam na dzieciaki które, na niej fikały jak małpki po drzewie 🙂 Ja też spróbowałam, doświadczenie bezcenne, choć końcówka i wykręcone 360 stopni zmroziło mi krew w żyła, Halinka powiedział, że miałam przerażenie w oczach 😉 tak też się czułam, ale ogólnie doświadczenie bardzo bardzo fajne, polecam IndoKaruzele 🙂

 

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *