Jawa. Wulkan Ijen. Piękno natury w oparach siarki.

Druga nad ranem, ulice miasta Banywangi na Wschodniej Jawie są puste i ciche, miasto śpi. Słychać tylko warkot silnika naszego skutera 125. Mamy na sobie wszystkie ciepłe rzeczy jedziemy do podnóża wulkany Kawah Ijen, nawigacja pokazuje 58 min. Zatrzymujemy się po snikersy, wodę i w drogę.

Kawah Ijen [czyt. Idżen] to nie jeden wulkan a kompleks czynnych siarkowych wulkanów, jak czytam na wikipedii. Położone są na wysokości 2799 m n.p.m., składają się z kilku kraterów, a w jednym z nich jest kwaśne jezioro o turkusowej pięknej barwie i mniej pięknym odczynie 0.3 ph – to jezioro to największy zbiorki z kwasem na Ziemi! Po włożeniu puszki np po napoju do jeziora po dwóch godzinach, nie będzie po niej śladu, zaś kilka lat temu kiedy wpadł do niego francuski turysta, zginął na miejscu!
Siarka, o to przyczyna tego jeziora i wysokiego odczynu kwasowego, w jednym z kraterów, stale wydobywa się siarkę, zwaną żółtym złotem i do tego miejsca właśnie zmierzamy.

Dlaczego jedziemy tak wcześnie, bądź tak późno (zależy jak na to spojrzeć ;))? Chcemy zdążyć przed wschódem słońca i zobaczyć niebieski płomień, który tworzy się przy wydobyciu siarki, a można go zobaczyć tylko pod osłoną nocy. Do przejścia z parkingu jest około godzina drogi (3,5 km) po górach oraz jakieś 30-40 min schodzenia w dół krateru gdzie wydobywają siarkę. Dlatego by mieć odpowiedni zapas czasu i nie pędzić, wyruszamy tak wcześnie.

Podróż skuterem nocą przez nieznane, po krętych owianych ciemnością górskich drogach, przypomina trochę scenę z filmów grozy, zmysły wyostrzone na 150%, i każdy ruch, trzask pobudza wyobraźnię do działania, śmieje się sama ze swojego mózgu i tworzonych przez niego historii, i puszczam je wolno 🙂 Im wyżej wjeżdżamy tym temperatura spada, robi się mało przyjemnie, a kiedy docieramy na miejsce, moje stopy, kolana i dłonie są zamarznięte, to uroki podróżowania na własną rękę bez grup zorganizowanych i przewodników, skuterem który wjedzie wszędzie :).

Jesteśmy na miejscu, jeszcze tylko opłata dla rządu za wejście na teren Ijen wynosi 100,000 IRD [ok 30 zł] ( w weekend 150,000 IRD), należy ją uiścić w biurze, gdzie otrzymuje się bilet, który należy okazać przed wejściem na szlak prowadzący na górę.

Ruszamy wchodzimy żwawym krokiem, meczę się dość szybko, a zamarznięte kończyny mi w tym nie pomagają, podejście jest dość ostre przez moment, ale nie daje się głowie idę, po 30 min marszu wszystko wraca do normy.
Dotarliśmy do połowy drogi do miesjca w którym ważona jest siarka, a także „kawiarnia” w schroniskowym stylu.
Spotykamy tam pierwszych „wydobywców” siarki z ich ciężkimi koszami zawierającymi żółte kamienie siarkowe, oraz lokalnych sprzedawców oferujących misie, kwiatki i inne rzeczy wykonane właśnie z siarki. Idziemy daje.

Dochodzimy na sama górę i zaczynamy schodzić w dół po skałach, momentami jest bardzo stromo, widać nie wiele tyle co latarka nam oświetla czyli na zasięg następnego kroku, w oddali widać niebieski płomień i światła latarek turystów oraz pracujących tutaj mężczyzn.

Jest ok 4 jesteśmy na dole, płomień niebieski prezentuje się rewelacyjnie, ale wraz z nim wiatr przynosi chmury białego dymu siarkowego, które nie pozwalają oddychać, i należy zamknąć oczy bo szczypie okrutnie.

Jest wielki niebieski płomień, w oddali widać żółte błyski miejsc gdzie wydobywają siarkę no i ten dym drażniący, żrący – nie przyjemny. Nagle słyszymy po angielsku „a teraz pójdziemy na miejsce, gdzie widać wszystko najlepiej” – wymieniamy spojrzenia no pewnie, że idziemy za nimi. Faktycznie widok jest wspaniały, ale oparów siarczanych jest też dużo więcej, ciężko mi oddychać, ale daje radę.

W pewnym momencie Halinka schodzi na sam dół do miejsca gdzie jest centrum wydobycia, ja zostaje w miejscu gdzie jest najlepszy widok. Podziwiam rozglądam się, jakieś tam zdjęcia próbuje robić, no ale tak idzie lepiej gorzej jakoś 😉 Nagle przychodzą wielkie chmury dymu, trwa to dłuższą chwilę  i nie przestaje myślę, że ok 5 min wiatr zawiewa a stronę gdzie stoję, nie mogę złapać tchu, czuje jak wyżera mi nozdrza, nie mogę też otworzyć oczu, moja maseczka chirurgiczna nie daje rady. Czekam aż to się skończy i podejmuje decyzje o wejściu wyżej, w poszukiwaniu świeżego powietrza. Zaczynam kasłać i pluć, wspinam się na górę z lekkim przerażeniem i ulgą że jestem już tam gdzie mogę oddychać. Zaczyna świtać.

Rozpoczyna się całe szoł, krater zaczyna nie śmiało w leniwie wschodzącym słońcu ukazywać swoje oblicze, pojawiają się skały, otaczające dokoła oraz jezioro, jest pięknie. Zapominam już o tym, co było przed chwilą jestem oczarowana tym co widzę teraz. Tak warto było, tak warto było zarwać noc, warto było iść! Jest pięknie. Momentami wygląda to wszystko krajobraz księżycowy, ale wchodzą promienie słońca które dodają temu wszystkiemu kolorytu.

Podziwiam poranek w kraterze i zaczynam rozmawiać z mężczyznami, którzy tam pracują tym samym odkrywając inne oblicze Ijen.

Emanują oni ogromną energią spokoju i ciepła, w oczach mają radość i wdzięczność.
Górnicy czy wydobywcy nie wiem jak ich nazwać, rozpoczynają prace o 2 w nocy i pracują do 10 rano, w tym czasie wykonują od 2 do 3 kursów. Dłużej nie mogą pracować bo jest tak gorąco, że nie da się wytrzymać. W swoich uplecionych z liści palmowych lub bambusowych koszach znoszą wydobytą siarkę na punktu skupu, cą sprytniejsi zwożą ją wózkami na sam dół.

Ta drogę, która ja dziś właściwie na pusto pokonałam z trudem momentami, oni pokonują z obciążeniem od 70 do 100kg, codziennie!

Za kilogram siarki otrzymują ok 930 IRD (to dobra cena, kilka lat temu była ok 600 IRD) czyli nie całe 3 zł, czyli jeśli jeśli zabierają ok 85 kg na raz i robią dwa kursy dziennie to jest to 170 kg to jest to ok 160,000 IRD! za warunki w jakich pracują to można powiedzieć, że jest praktycznie nic!

Narażając własne zdrowie, wykonują pracę, w warunkach dalekich od ludzkich albo trzymających jakiekolwiek warunki BHP czy inne. Ja będąc chwilę na dole nie mogłam oddychać i uciekłam stamtąd z przerażeniem, oni wykonują ta pracę w tym żrącym dymie przez kilkanaście godzin dziennie!

Przez cały czas będąc tam i długo jeszcze po nim zachodzę w głowę, dlaczego w dzisiejszych czas gdzie wszystko podlega „ułatwieniu” sobie pracy, Ci ludzie w takich warunkach siłą własnych mięśni i kosztem własnego zdrowia wydobywają w ten sposób siarkę? Dlaczego? Odpowiedź jest tylko jedna, smutna –  bo tak jest taniej! – czyli wyzysk człowieka przez człowieka!

Refleksji na temat tego miejsca mam wiele, jedna z nich jest taka, że są na tym świecie miejsca, które zmieniają człowieka i po wizycie w których, coś pęka i już nie jest tak jak przedtem – Ijen zdecydowanie do tych miejsce należy!

Jest to miejsca które warto odwiedzić, bez dwóch zdań!

Jedna bardzo ważna rzecz, dla wybierających się na wulkan Ijen zapalonych fotografów, pod żadnym pozorem nie zmieniajcie obiektywów w swoich lustrzankach, stężenie siarki obecnej w powietrzu jest tak wysoki, że po jakimś czasie powoduje, że sprzęt rdzewieje od środka!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *