Uciekinierzy z wyspy Sandbar

Ruszając z Molalboal mieliśmy jasno określony cel, ale też margines poprawek na to, że coś może ulec zmianie, tak jak drugiego dnia zatrzymał nas deszcz na dwie godziny w połowie wyspy Negros, tak samo w mieście Passi w połowie wyspy Panay zatrzymała nas ulewa i zostaliśmy tam na noc.
Wówczas odezwał się do nas Tomeczek i Kasia, nasze kochane Australijskie ludki i podzielili się swoimi miejscówkami na wsypie Panay, które oni odwiedzili. Podali nam dwa miejsca Conception skąd należy wynająć łódkę zrobić skakanie po wyspach i zostać na noc na magicznej wyspie Snadbar, oraz Gigantes, to jak powiedział Tomek najpiękniejsze miejsce jakie widział na Filipinach.

Zatem po otrzymanych od nich informacjach zmieniliśmy trasę na Boracay, i odbiliśmy na Conecption. Dotarliśmy tam w niedzielne południe i udaliśmy się najpierw coś zjeść, na lokalny food court, gdzie dowiedzieliśmy się o Michell z informacji turystycznej. Zatem zgodnie z instrukcjami udaliśmy się do informacji turystycznej – to chyba pierwsza jaką widzę przez mój dotychczasowy pobyt na Filipinach 🙂
Tam uzyskaliśmy informację, że wynajęcie łódki kosztuje 1500 PHP, i trzeba za każdą z odwiedzanych wyspy zapłacić dodatkowo 500 PHP Hmmm no to mocno ponad nasz budżet myślimy sobie … co zrobić może jakieś inne rozwiązanie budżetowe … no to okazuję się, że można pojechać tylko na wyspę Sandbar  łódkę wynajętą od rybaków, kosztuje to 1000 php w dwie strony no to jeszcze ok, na miejscu namiot 500php, czyli za 1500php mamy transport i nocleg.
Umawiamy się następnego dnia rano na 10, robimy zakupy na lokalnym markecie i płyniemy.

Zapakowaliśmy się do łodzi, przez wzburzone morze dotarliśmy do urokliwej wyspy Sandbar. Piękny piasek, woda wzburzona na tyle, że nie ma mowy o snurkowaniu, i wiatr który robi peeling całego ciała piaskiem, który unosi się w powietrzu.

Usiedliśmy sobie pod jednym z zadaszeń, wyjęliśmy ryż i awokado, zjedliśmy. W czasie rozmowy miedzy sobą ustaliliśmy, że to super miejsce gdzie możemy odpocząć od spalin i hałasów i że to takie wczasy pod gruszą. Zdrzemnęliśmy się.

Po przebudzeniu przeszłam się po wyspie, odwiedziłam właściciela, dowiedziałam się gdzie są toalety, oraz to że ktoś przyjdzie nam rozłożyć namiot później. Wróciłam do Halinki i odkryliśmy że minęły dwie godziny, posiedzieliśmy pospaliśmy i już byśmy coś porobili … zgodnie ustaliliśmy, że chcemy wracać, bo nic tu po nas … wieje tak, że mało nas nie zdmuchnie, wejść do wody nie ma mowy, no nic tu po nas.  Próbowaliśmy zadzwonić do naszego kapitana oraz do Michell, ale nie było zasięgu. Więc Halinka wyszedł na cypel i zaczął wołać nadpływającą łódź by dobiła do brzegu, Pan podpłynął i za 200 PHP, kilo ryżu, 6 jajek i trochę warzyw zabrał nas ponownie do Conception.

Szczęśliwi dopłynęliśmy na miejsce, a w porcie przywitała nas (jak żandarm) Michell, która żądała wyjaśnień dlaczego jesteśmy już tutaj  z powrotem. Czułam się jak na koloniach przyłapana na paleniu papierosów co najmniej 😉 hihi To było mega śmieszne doświadczenie 😉

Następnego dnia rano ruszyliśmy w stronę Boracya, pomijając Gigantes, bo już się nie zmieściły w naszym nadszarpniętym Sandbarem budżecie 😉

Podsumowując, jeśli połączy się całodzienną wyprawę skakania po wyspach z noclegiem na Sandbar, to to jest super pomysł i świetne miejsce jako element części tripu, natomiast tak by docelowo dopłynąć na Sandbar i spędzić tam kilka dni no to jak dla mnie hardcorowo, ale jeśli ktoś lubi samotnie z daleka od miasta, to polecam 🙂

Tak czy siak, kiedyś jeszcze tam wrócimy i zrobimy całodzienny trip oraz odwiedzimy Gigantes, tym razem zostaje tylko śmieszne wspomnienie Sandabru, jako pierwszego miejsca z którego uciekliśmy w naszej dotychczasowej podróży 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *