USA. W drodze przez CA

Ci którzy już mnie trochę dłużej znają, wiedzą iż moja przygoda z prowadzeniem auta była dość pokrętna. Jakoś zawsze było mi nazwijmy to nie po drodze do tego papierka. Lecz niezmiennym pozostawał fakt iż chciałam prowadzić i szło mi to zawsze całkiem nieźle.

Przylatując sama do Stanów wiedziałam, że teraz nie mam wyjścia. Wiecie est taki moment w życiu kiedy albo się przełamiesz i pójdziesz dalej, albo nadal zostaniesz w tym samym miejscu.
Dlatego drugiego dnia po przylocie zdecydowanym i pewnym krokiem udałam się do wypożyczalni. Tak jakby w ogóle tutaj była zawsze to wszystko było dla mnie takie proste. Po tym jak wyczekałam swoje pół dnia w Hertz, bo tam był jakiś dziki tłum ludzi. Wypożyczyłam auto i rzuciłam się na tak zwany żywioł czyli w drogę.
Jak się okazało piątkowy wieczór przed przerwą wiosenną, to akurat nie jest najlepszy moment na jazdę po mieście aniołów. Miasto to jak się później okazało nosi drugą nie oficjalna nazwę „Hells Angeles” i już teraz wiem dlaczego. No ale jak się powiedziało A to trzeba lecieć dale z tym alfabetem.

Wracając do mojej drogi, to ruszając z Landers, kierowałam się w stronę Sacramento, do HYW 5, cały dystans wynosił ok. 800km i czas przejazdu szacowany przez nawigację to 9 godzin.

Zrzut ekranu 2016-05-31 o 16.57.21

Trasa pełna była różnorodnych widoków od pustynnych po góry i doliny. Brak doświadczenia w długich trasach i zmęczenie dawały o sobie znać, lecz adrenalina nakręcała do działania. Robiła przystanki, regenerowałam, spacerowałam.

Auto Nissan Altima, którym jechałam był z początku tego roku, przejechane miał nie wiele, więc komfort jazdy był naprawdę ogromny, muzyczka, klima, automacik – wszystkie udziwnienia 😉 Do tego galon paliwa za 2,3$ no nic tylko jeździć i eksplorować.

Zmęczenia dało się we znaki ok 22. Do celu zostało mi ok 80km, ale koncentracja zero i do tego ulewa. Tym sposobem (nauczona doświadczeniem kangurowym) zaliczyłam też swój pierwszy camping w samochodzie na parkingu miedzy innymi takimi artystami jak ja 😉 Nie powiem, że nie miałam cykora, bo miała. Świadomość że każdy tutaj może mieć broń, a odsetek osób na psychotropach bardzo wysoki, troszkę daje do myślenia. Na szczęście zmęczenie było silniejsze od tego czarnowidztwa, i zasnęłam.Do celu dojechałam następnego dnia rano.

I oto pierwsza lekcja z Kalifornii 🙂
Jeśli czegoś się boicie, jeśli coś jest waszą słaba stroną, to po prostu to róbcie. Zobaczycie jak strach znika i przychodzi doświadczenie, które sprawia że nabierasz wprawy.

Spój strachowi w oczy, a zobaczysz jak odchodzi pomału i znika. Strach to iluzja, jedna z wielu jakie nosimy w sobie, lub w jakie dajemy się wkręcić. Jedyna metoda by się z nimi rozstać, to stawić im czoła.

Początek jest bardzo ciekawy, zobaczymy jak będzie dalej 🙂

2 Comments on “USA. W drodze przez CA”

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *