Polska. Pierwsza deska w sezonie.

Polskie góry zimą! Wiem to brzmi wspaniale, szczególnie dla kogoś kto był ostatni raz 4 lata temu.
W jedne ze styczniowych weekendów, z inicjatywy Michała zwanego też Przybysiem postanowiliśmy sprawdź, jak prezentują się warunki w polskich górach.
Bladym świtem w sobotę o 4:00 na rane, nie spiewaliśmy blusa, ale była zbiórka, kawka na Orlenie no i ruszyliśmy w drogę – w stronę Korbielowa – Hej Przygodo!

Nasza ekipa składała się z Michała, Roberta i Stefana oraz mnie 😀 Nie przypominam sobie kiedy ostatni raz tak rano w męskim gronie gdzieś jechałam, chyba to był jeszcze za czasów łódzkich wyjazdów na zawody driftowe z 10lat temu 😉 (ten czas jednak leci jak szalony);

Plan był taki Krobielów i ślizganie się po masywnie Pilsko, nocowanie i rano kierunek Szczyrk i ujeżdżanie na Skrzyczne.

Dotarliśmy do Korbielowa, gdzie zatrzymaliśmy się w ośrodku wczasowym Jontek – tak jak nazwa wskazuje ten ośrodek na pewno pamiętam czasy PRL, nawet śmiem twierdzić, że zarząd oraz obsługa nadal standardem i sposobem komunikacji są w tamtych czasach 🙂 ale zostawmy ich w spokoju.
Dla gości Jontka, jest zniżka w jednej z wypożyczalni przy stoku, więc postanowiliśmy tam wypożyczyć sprzęt.

Ponieważ Stefan jest instruktorem narciarstwa, to postanowiliśmy razem z Robertem odbyć lekcję instruktażową jazdy na nartach, na których ja nigdy nie jeździłam, ale w myśl zasady „A Ty kiedy robiłeś coś pierwszy raz?”, spróbowałam! I w moim wykonaniu było to miej więcej tak jak w serialu Woja Domowa:
„Jak się nie wywrócisz to się nie nauczysz ;)”

Po godzinnym instruktarzu Stefana rozpoczęłam swój wyścig „o życie” próbując wykorzystać to co się nauczyłam, w bardzo mozolnym tempie zsuwałam się na dół co i raz obijając sobie na zmianę a to lewe a to prawe bioderko 😉
Naprawdę miałam smierć w oczach, ale zachowując sportową postawę do końca, zjechałam na sam dół.

Pośpiesznie udałam się do wypożyczalni oddałam ten cały narciarski ekwipunek i wzięłam to co lubię najbardziej czyli deskę. Wydawało mi się, że umiem na niej jeździć ale Przybyś skutecznie mnie z tego błędu wyprowadził.

Zatem rozpoczęłam kolejną lekcję tym razem jazdy na swnowbardzie, nie obeszło się bez buntów ego i odrobiny złości, ale jak to mówią rano jest łatwiej bo ego jest wyspane, pod wieczór już trudnije 😉
Tak czy siak wyjazd był pełen śniegu, dobrej zabyw, upadków oraz lekcji, nie tylko tych sportowych, ale tez tych zyciowych, próby charkteru, oraz pokazania jak ważna jest intencja tego co robimy.

Pobyt w górach był dla mnie tak inspirujący i tak fajny, że w tydzięń po powrocie spakowałam plecach i ruszyłam do Białki Tatrzańskiej, gdzie spędziłam równie fajnie czas 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *